Wszyscy jesteśmy malarzami
DHH porównał programistów do malarzy w epoce aparatu fotograficznego. Dziś AI pisze kod. Co to zmienia — i jaką nową wartość stworzymy?
W XVIII wieku portret był luksusem. Godziny pozowania, miesiące pracy artysty, cena dla najbogatszych.
W 1900 roku pojawił się Kodak Brownie — aparat za mniej więcej dolara. Nagle każdy mógł mieć swój wizerunek.
Malarze nie zniknęli. Zaczęli szukać nowej wartości i dostaliśmy impresjonizm, kubizm, Picassa.
Dziś programiści przeżywają swój „moment Brownie". AI pisze kod.
Ale programowanie nigdy nie było celem. To tylko narzędzie — tłumacz z języka biznesu na język maszyny.
I to nie jest wyjątek:
- tłumacz nie sprzedawał słów, tylko otwarcie nowego rynku,
- Photoshop nie sprzedawał warstw i filtrów, tylko plakat i kampanię,
- Excel nie sprzedawał formuł, tylko decyzję,
- nuty nie były muzyką, tylko sposobem, żeby orkiestra zagrała melodię z głowy kompozytora,
- CAD nie sprzedaje rysunków, tylko dom, w którym ktoś zamieszka,
- aparat nie sprzedaje migawki, tylko wspomnienie,
- księgowy nie sprzedaje tabelek, tylko spokojny sen przed kontrolą,
- drukarnia nie sprzedawała czcionek, tylko książkę, którą ktoś przeczyta.
Płacimy za narzędzie. Wartością jest to, co dzięki niemu przenosimy dalej.
Więc tak — wszyscy jesteśmy trochę malarzami.
Pytanie tylko, jaką nową wartość stworzymy teraz, kiedy pędzel jest w rękach każdego.